Helikopterowi rodzice Niech miłość nie kaleczy

Helikopterowi rodzice Niech miłość nie kaleczy

   Wiele lat temu, na jednym z kursów, prowadzący zajęcia psycholog-terapeuta wypowiedział słowa, które przez długi jeszcze czas dźwięczały mi w uszach: „Dzieciom nie jest potrzebne wychowanie, one potrzebują tylko, aby rodzice towarzyszyli im w rozwoju i zapewnili poczucie bezpieczeństwa.” 

Należę do pokolenia, które wychowywało się z kluczem na szyi. Po szkole wracaliśmy do domu i sami odgrzewaliśmy sobie jedzenie, sami odrabialiśmy lekcje. Biegliśmy na podwórko, aby bawić się w chowanego, grać w piłkę i realizować samemu wiele innych ciekawych pomysłów. Czasy i realia życia zmieniły się.

Wszyscy chcemy aby nasze dzieci były szczęśliwe, zdrowe, dobre, twórcze, ciekawe świata. Czy model helikopterowego wychowania, o którym mówi się od dłuższego czasu, spełnił te oczekiwania? Czy rodzic, który jak helikopter krąży nad głową swojego dziecka, kontroluje każdy jego krok, monitoruje, wybiera dziecku koła zainteresowań, przyjaciół, hobby, później poszukuje mu pracy,  osiągnie wymarzony efekt wychowawczy?

Na razie efekty są takie: jedna z dużych instytucji finansowych na świecie, zatrudniając młode osoby, organizowała dni otwarte dla rodziców przyszłych  pracowników, by mogli sprawdzić warunki pracy dla ich dorosłego dziecka 🙂 Rodzicom pozwalano również uczestniczyć w rozmowie kwalifikacyjnej                        i negocjować wynagrodzenie syna czy córki. Niekiedy dzieje się tak, że pępowina nie zostaje odcięta nawet po ukończeniu studiów. Dziecko pozostaje dzieckiem we mgle, które nie potrafi nawet zaplanować listy zakupów.

To „nadrodzice” planują każdą chwilę życia swoich dzieci, organizują im czas od rana do wieczora, planują ścieżkę kariery zawodowej, maja duży wpływ na wybory życiowe swoich dzieci. Dzieci, które długo jeszcze nie dorosną i nie usamodzielnią się.

Pobudki rodziców są oczywiście szlachetne, chcą dać dzieciom świetny start. Pochwała kultury konsumpcji spowodowała wzrost oczekiwań: chcemy mieć wszystko doskonałe, ciało, włosy, dom, wakacje i oczywiście perfekcyjne dzieci. Rodzice czują często presję by dać dziecku wszystko co najlepsze, szczególnie gdy znajomy zapyta ze zdziwieniem: „ To wasza dwuletnia córka jeszcze nie ma swojego korepetytora?”.

Współczesne kobiety decydują się na dziecko coraz później, przesuwa się czas na zaplanowanie dziecku przyszłości, więc jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem, to kobieta nie będzie już miała szansy na urodzenie i wychowanie kolejnego dziecka. Niepokój rodziców rośnie.

Stajemy się ofiarami kulturowej obsesji perfekcyjności. Dzieci stłamszone presją bycia perfekcyjnymi stają się mniej kreatywne. Nie mają czasu ani przestrzeni, by poznawać świat na własnych warunkach, chodząc własnymi ścieżkami. Nie uczą się samodzielnego myślenia i podejmowania ryzyka. Odmawia się im prawa do popełniania błędów. Robią to, co im się powie, są pochłonięte zaspakajaniem wymagań rodziców. Nie wiedzą jak spożytkować czas, nie potrafią go samodzielnie zagospodarować.

Wydaje się, że rodzice żyją życiem swoich dzieci o wiele bardziej niż wcześniejsze pokolenia, są bardziej zaangażowani emocjonalnie w ich sukcesy. Mówią nawet: „ mamy dzisiaj dużo lekcji do odrobienia”, „ składamy podanie na studia”. Tymczasem spora ilość dzieci cierpi z powodu przemęczenia, zaburzeń odżywiania, uzależnień. Mają problem ze zdrowiem psychicznym. Bardzo chcą zadowolić swoich rodziców ale wymagania są coraz wyższe. Część dzieci poddaje się – robią to, czego wymagają od nich rodzice. Inne buntują się przeciwko mistrzowskiemu planowi na życie ułożonemu przez rodziców. Niektóre sięgają po narkotyki lub alkohol, by poradzić sobie z napięciem.

Nie ma idealnego modelu dzieciństwa, ale są pewne jego elementy, których potrzebują wszystkie dzieci: bezwarunkowa miłość, troska, bezpieczeństwo, zdrowa dieta, sen, czas na zabawę i nudę, wolność do samodzielnego myślenia     o świecie i poznawania go, prawo do wyboru własnej drogi życiowej.

Może należy bardziej zaufać swoim dzieciom, nie panikować i zignorować presję. Oczywiście dzieci potrzebują wskazówek i dyscypliny, ale nie takiej która dusi           i tłamsi. Znajdźmy własną drogę do rodzicielstwa. Słuchajmy naszego dziecka          i obserwujmy je. Rozkwitnie, jeśli pozwoli mu się być bohaterem własnego życia. Dajmy dziecku dużo czasu i przestrzeni na samodzielne poznawanie świata. Niech każdy z członków rodziny ma czas na odpoczynek, bycie z samym sobą, ale i wspólne zajęcia, spotkania z innymi ludźmi. Trzeba pozwolić, by rzeczy działy się swoim rytmem, niczego nie wymuszać. Nie musimy „wychodzić               z siebie” by dać dziecku to, co najlepsze.

Szczęśliwych, zdrowych, twórczych, dobrych, ciekawych świata, potrafiących dzielić się z innymi – dzieci 😊

Opracowała: Ewa Kowalczyk

Artykuł zainspirowany książką: Carl Honore: „Pod presją. Dajmy dzieciom święty spokój”.